środa, 20 stycznia 2010

Annie, zakochaj się! cz. 2

I jestem w szkole. Siedzę oczywiście z moją ,,fantastico" kumpelą.
Za mną Mike. ,,Kurczę - myślę nie raz...- a jeśli się w nim zakochałam"?
To by było potworne. Natychmiast poprzestałam zastanawiać się nad tym czymś i otworzyłam zeszyt.
Tak jak twierdzi Mike, mam piękne pismo. Jednak w myślach go nie używam. Jak więc zgadła moje marzenia, Megan? Nie mówiłam jej nigdy o Michaelu.
- Co, o Mike' u rozmyślasz? - powiedziała wprost- Jestem pewna, że go lubisz!
- Wiesz... - powiedziałam w nerwach- cenię u ciebie prostolinijność, ale.. Przeholowałaś.
Otworzyłam zeszyt i notowałam wszystko z tablicy.
- Nie mów do mnie takim tonem! - wnerwiła się Megi.
- Ah, tak!? Jakim, ku*wa mać!? Tym złowieszczym, który kieruję do kolejnej klasowej idiotki!!?? - wrzasnęłam nie mogąc się powstrzymać.
Pani przerwała pracę, spojrzała na mnie i spokojnie powiedziała:
- Annie, wyjdź proszę z klasy. Przedtem jednak może podzielisz się waszą rozmową z resztą klasy?
- To nie pani sprawa, o czym gadałyśmy! - wyszłam zatrzaskując za sobą drzwi.
Usiadłam na ławce. Schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam ryczeć jak małe dziecko.
Ale głupia ta Megan! Przyjaciółka na niby! Też coś!
Myślałam, że to wspaniała, myśląca dziewczyna, która wie po czym stąpa.
A tu się okazuje, że kolejna debilka! Cóż. Wiem jedno- nie odezwę się do niej w najbliższym czasie.

C.D.N. -->

wtorek, 19 stycznia 2010

Annie, zakochaj się! cz. 1

Nazywam się Annie Cullden i mam 15 lat. Mieszkam w Londynie, na Abbey Road. Chodzę do szkoły, która moim zdaniem powinna zaliczać się do specjalnych. Chodzą tu dzieci w wieku od 14 do 16 lat. Tak zwani ,,dorośli na niby". Dziewczyny czytają gazetki, a chłopcy uganiają się za dziewczynami i jazdą... na deskorolce.
Dla mnie ich umiejętności są wręcz żenujące... No bo powiedzcie: Czy warto chwalić się pięciominutowym staniem na przechylonej desce? Dla nich to wyczyn...
Jedyną osobą normalną oprócz mnie jest Megan Rose, za którą przepadam. Obie wstajemy rano do szkoły i idziemy do niej w stanie ,,kibelek", co znaczy że zwyczajnie musimy...
Dziś wyjątkowo nie miałam ochoty odwiedzać budynku szkolnego. Leżałam pod pościelą zakrywając twarz poduszką. Po chwili usłyszałam znany mi skądinąd głos:
-An, do cholery! Wstawaj, spóźnisz się znowu! Za pięć minut masz być na dole!
Zapewne wiecie kto to. Oczywiście- mamusia. Na imię ma Katherine i wcale mnie nie kocha.
Nie, że sobie narzekam. To prawda. Ma mnie, bo nie chciała wyjść na za biedną do wychowywania dziecka. Pracowała jako prostytutka. Mój ojciec, Ron... Był jednym z jej najlepszych klientów. Pogodziłam się już z tym, że jestem przedmiotem pracy. Szczerze? Wisi mi to.
W szkole jestem lubiana, w nadmiarze. Chłopaki za mną szaleją. Właściwie tylko jeden sprawia wrażenie zakochanego. Reszta tylko zarywa, dla szpanu. Wróćmy do zabujanego... Na imię mu Michael. Mnie to pasi, bo Jackson od kołyski towarzyszył mi na płytach. Wszystko byłoby fajnie, gdybym potrafiła się zakochać.
Mike codziennie przychodzi pod mój dom. Mówi mi jaka jestem piękna, wysportowana, fajna, zabawna, zakręcona, szalona...bleeh... Mnie to potrafi tylko wnerwić. Bo sama nie wiem- ja wgl. potrafię kochać?
-Annie!! Megi przyszła, chce z tobą jechać!
Szybko wyskoczyłam z łóżka, włożyłam najluźniejsze ubranie i z rozczochraną głową wypadłam z domu,
za mną krzyki Kat...

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Witam was.

Na tym blogu będę pisać opowiadania. Możecie zamawiać też historie o różnej tematyce w komentarzach.
Miłej zabawy i czytania ; ))